Dobry lekarz to skarb.


?

?

Od czego by tu zacząć.. może od tego, że gdy już wypuszczają nas ze szpitala do domu i wydaje nam się, że już zaraz będzie lepiej, znajdziemy się w swoim azylu skorzystamy z własnej a nie wspólnej toalety i położymy we własnym a nie przechodnim łóżku, kłopoty dopiero się zaczną…
Jak by nie było w szpitalu opiekę lekarza mamy na wyciągnięcie ręki. w domu jesteśmy zdani na własną intuicję, ewentualnie porady z grona najbliższych. Bo instrukcji obsługi  bobasa nikt nie załącza. a szkoda. Bo skąd wiedzieć czemu płacze skoro płacze ciągle a my zrobiliśmy już wszystko. Ratunkiem w tym wypadku zdawała by się być wizyta u lekarza. Mądry doświadczony w mig rozwieje nasze lęki. Nic bardziej mylnego. No bo jak wyjść spokojnym od lekarza kiedy słyszy się „dziecko jest zagłodzone” „musi pani karmić na żądanie, a najlepiej co godzinę”.
– „A krosty na twarzy?” – „przegrzewa pani dziecko”  i jak mięso na blacie raz dwa obróci tu puknie tam puknie i już dziecko „obejrzane”.
Raz, że poczucie winy wzrasta, bo co z nas za matka skoro nie umie wykarmić dziecka. Dwa bycie dojną krową nie jest szczytem marzeń młodej matki, starej też nie. Więc z poczuciem winy wracamy do domu. Lecz coś nam mówi, że potówki na twarzy to dość dziwny przypadek, bo przecież w masce dziecko nie leżało. Zradza się myśl, by odwiedzić innego lekarza.  I tu z kolei lekarz ma już inną teorię, coś o zapaleniu dróg moczowych i trądziku no i najlepiej to nam będzie w szpitalu.
A więc ze łzami w oczach i załamaniem nerwowym jedziemy do szpitala „ratować” dziecko.
Szpital ratuje i dziecko i mamę. A raczej „wkońcunormalna” pani doktor.  To ona uspokaja i tłumaczy, że żaden tam trądzik czy potówki a zwykłe hormony szaleją i że jak się wyszaleją to minie. A do tego dziecko nie głodzone tylko wybrzydza bo ma alergię. Ot co. I po sprawie. Leżenie w szpitalu całkowicie zbędne.
I „wkońcunormalna” pani doktor jako jedyna zwróciła uwagę, że oprócz tego dziecka jest jeszcze ktoś. Ktoś kto to dziecko urodził i  siedzi sobie teraz cichutko z boku, ze złami w oczach i poczuciem winy, i że to chyba ona najbardziej potrzebuje pomocy. Pani doktor motywuje, przytula, patrzy ze zrozumieniem. To ona  przywraca wiarę w siebie i dodaje siły. Dam radę,  potrafię!
Nie cennych rad, czy trafnych uwag a zrozumienia i duuużo akceptacji. Tego najbardziej potrzeba młodym mamom.
Łatwiej jest wtedy kochać siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *