Opowiadanie dla dzieci, które boją się ciemności.


„Seter, czyli pies, który pokonał potwory”

Za oknem było już ciemno. W domu unosił się zapach naleśników, a mama krzątała się po kuchni, przygotowując kolację. Nadchodził wieczór. Piotruś lubił wieczory i zabawy w swoim pokoju, choć tak naprawdę myślał już tylko o tym, że zaraz trzeba będzie iść spać. Zbliżała się noc. A nocy Piotruś bał się od dawna. Nie tylko dlatego, że była ciemna i ponura, nie tylko dlatego, że była cicha czy długa. Piotruś bał się nocy, bo wtedy przychodził sen.

Wszyscy wiedzą, że sen jest potrzebny i że, gdy dzieci śpią, to rosną. Sen jest potrzebny, żeby rano wstać w pełni sił. Piotruś też to wiedział. Jednak sny Piotrusia wcale nie były miłe. I to właśnie potworów i smoków, które walczyły w jego snach Piotruś bał się najbardziej.

Kochani, kolacja gotowa – zawołała mama. Piotruś odłożył kredki i zeszyt i poszedł do kuchni. Po kolacji, jak zawsze, czekała na niego gorąca kąpiel pełna piany. Wanna była tak duża, że Piotruś mógł w niej zanurkować. Uwielbiał tak zanurzać się pod wodą i słuchać zniekształconych głosów rodziców rozmawiających o minionym dniu. Wsłuchiwał się w przepływającą w rurach wodę, w stukanie pralki. W tym był naprawdę dobry. Był w stanie rozróżnić niemal każdy dźwięk wydobywający się z domowych sprzętów. Po kąpieli był czas na bajkę. Lubił, gdy czytał mu je tata. Pewnym, stanowczym i ciepłym głosem… Najbardziej podobały mu się te wymyślone przez niego. Zazwyczaj jednak tata miał jeszcze dużo pracy, więc czytał mu bajki z książek.

Dobranoc Piotrusiu – powiedział tata całując syna w policzek.

Dobranoc tato – Piotruś mocno objął go za szyję. – Tato …–

Tak, zostawię lampkę zapaloną – powiedział tata zanim Piotruś dokończył zdanie. Poprawił jeszcze kołdrę na łóżku i zasłonił zasłonkę zza której dobiegało mocne światło księżyca, po czym wyszedł z pokoju.

Zostaw uchylone – szepnął Piotruś do znikającego za drzwiami taty. Chłopiec leżał na łóżku i wpatrywał się w świecące naklejki na suficie. Sen nie chciał nadejść. Piotruś mocno przytulał swojego misia. Bał się snów, które mogły mu się przyśnić. Wsłuchując się w głosy rodziców, nie zauważył, jak zapadł w sen.

***

Nieeeeeeeee – chłopiec z krzykiem obudził się w środku nocy. Śnił mu się wielki las, gęsty i ciemny. Chłopiec stał pośrodku gęstwiny, a dookoła otaczały go wilki. Na pewno były to wilki, ich oczy błyszczały w ciemności, a skowyt dał się słyszeć z każdej strony. Piotruś usiadł na łóżku i złapał głęboki oddech. Uf, to był tylko sen, już minął, już go nie ma… W myślach powtarzał sobie słowa, które zazwyczaj mówi mu wtedy mama. A jednak… Ujadanie dało się słyszeć nadal. Chłopiec uszczypnął się w rękę. To niemożliwe, przecież już nie spał. Skąd więc ten dźwięk? Piotruś wystraszył się i ile tchu w nogach popędził do sypialni rodziców.

Mamo, mamo obudź się, koło naszego domu są wilki – Piotruś powiedział to niemal jednym tchem. Mama jednak przekręciła się na drugą stronę i poszła spać dalej. Tata również nie reagował na szturchnięcia w ramię.

No nic, zostanę z nimi w ich łóżku. Tu zawsze jest bezpiecznie. Pomyślał chłopiec i położył się między rodzicami. Zamknął oczy i próbował przytulić się do mamy.

Auuuuu – ujadanie nadal dało się słyszeć. Piotruś jeszcze mocniej wtulił się w mamę, licząc ze szybko uśnie. – Auuuu – tajemniczy głos nie cichł… Piotruś, oprócz strachu, zaczął czuć ciekawość, co tak głośno ujada. Mimo ogromnego strachu postanowił sprawdzić, czy to na pewno wilk. Z latarką w ręku i nogami jak z waty wyszedł z sypialni rodziców. Tę latarkę dostał kiedyś w prezencie od taty. Miał ją zawsze przy łóżku „tak na wszelki wypadek” teraz naprawdę mogła mu się przydać.

A jeśli to rzeczywiście wilk? W końcu jest pełnia, może to wcale nie bujdy, że wilkołaki istnieją? – Serce waliło mu jak oszalałe, ale jednocześnie czuł, że chce zejść na dół. Latarkę zapalił jeszcze na schodach. Trzęsącą się ręką oświetlał wszystko dookoła, chociaż doskonale słyszał skąd dochodzi wycie. Widział zresztą zarys postaci – ktoś stał za oknem.

Jeszcze mogę się wycofać – pomyślał chłopiec, gdy znalazł się w salonie. Prawie bezszelestnie stawiał krok za krokiem, za to dudnienie jego serduszka słychać było chyba w całym domu. Ujadanie było coraz głośniejsze. Teraz już tylko grube zasłony w oknie oddzielały go od … potwora? Chłopiec zamarł i wziął głęboki wdech. Jeden… dwa… trzy policzył i odsłonił zasłonkę.

O Boże, jaki piękny – wyszeptał chłopiec, a strach opuścił wszystkie jego mięśnie. Na tarasie tuż za szybą siedział zmarznięty pies. Duży, z długą sierścią i smutnymi oczami. Trząsł się z zimna i skamlał. Rzeczywiście teraz, gdy Piotruś zobaczył go na własne oczy, dźwięk nie wydawał się już być wyciem wilka, a raczej ujadaniem psa. „Strach ma wielkie oczy” – to zawsze mówili rodzice. Teraz chłopiec przekonał się na własnej skórze o co chodziło rodzicom, gdy powtarzali te słowa.

No pewnie, to wyobraźnia podpowiadała mi te wszystkie straszne rzeczy. Chłopiec uśmiechnął się z ulgą i otworzył drzwi balkonowe. Pies niepewnie podszedł do niego.

Cześć nieznajomy, co Ty tu robisz? Czy też, tak jak ja, boisz się nocy?

Pies pomachał ogonem i dał się pogłaskać.

Chodź ze mną, razem będzie nam raźniej – Piotruś wpuścił psa i zamknął drzwi. – Nie możemy iść na górę, bo moi rodzice nas usłyszą, ale jak chcesz, to możemy spać tutaj –Powiedział chłopiec, po czym gestem ręki pokazał psu łóżko. Ten posłusznie na nie wskoczył. – Przykryjemy się kocem, a rano Cię wypuszczę. Chłopiec był z siebie dumny. W końcu przyszedł tu sam, odważył się zmierzyć z własnym strachem… a teraz leżał tu – obok pięknego, silnego psa, który tak jak on bał się nocy.

Seter. Nazwę Cię Seter – powiedział chłopiec mocno przytulając nowego przyjaciela. Jego sierść była miękka i gęsta. Czuł jego ciepło i mocno bijące serce. Czuł się bezpiecznie. Serce Piotrusia już nie biło jak oszalałe, biło spokojnie i miarowo, a oddech stał się spokojny i głęboki. Sen zmorzył go wyjątkowo szybko.

*******

Jeszcze nie wstali. No chodź – Piotruś przebudził się nad ranem i pośpiesznie wstał. – Nie możesz tu zostać. Musisz wyjść zanim się obudzą, musisz już iść. Pies spojrzał na niego smutnymi oczami po czym posłusznie wyszedł na dwór.

Rodzice nie zgadzają się, abym miał jakieś zwierzątko. Nie możesz z nami zamieszkać… No dobrze. Przyjdź wieczorem – powiedział chłopiec, widząc błagalne spojrzenie Setera i opór jaki stawiał wychodząc z domu.

Tego dnia cały dzień w przedszkolu, na zajęciach, a nawet na piłce, którą uwielbiał myślał tylko o nim. Czy Seter naprawdę przyjdzie? Czy cała ta przygoda nie była tylko dziwnym snem? Czy nowy przyjaciel będzie czekał cały dzień? A może to czyjś pies i po prostu pomylił domy.

*****

I znowu nadszedł wieczór. Tata jak zawsze skończył czytać bajkę i całując Piotrusia w czoło życzył mu miłych snów. Chłopiec tym razem nie bał się zasnąć. Wręcz przeciwnie. Bał się, że uśnie i że nie zejdzie na doł, żeby sprawdzić, czy jego przyjaciel przyszedł. A przecież mu to obiecał. Tym razem już nie będzie się bał. Zejdzie po schodach i pójdzie prosto do salonu. Chłopiec czekał, aż rodzice pogaszą swiatła i pójdą do swojej sypialni. Cały czas starał się nasłuchiwać, czy nowy przyjaciel nie szczeka. Niestety noc była cicha. Gdy rodzice zgasili już światła chłopiec zszedł na dół. Niepewnie zajrzał do salonu. Szczekania nie było słychać. Chłopiec posmutniał. Przy Seterze czuł się bezpiecznie. Teraz salon znowu wydawał się być straszny i niebezpieczny. Opuścił głowę, i gdy już miał się odwrócić i pójść do swojego pokoju, odsłonił zasłonkę. Za nią zobaczył czarną postać.

To był Seter. Pies stanął na dwóch łapach przez co wyglądał na o wiele większego, a nawet przypominał posturą człowieka. Chłopiec otworzył drzwi od tarasu. – Ciiii, musisz być cicho. Rodzice nie mogą cię zobaczyć. Pies spojrzał mu głęboko w oczy, po czym polizał po twarzy. – Ja też się cieszę, że cię widzę – wyszeptał Piotruś i mocno go przytulił.


****

Zauważyłeś, że od kilku dni nasz Piotruś nie budzi się w nocy? – Powiedziała mama do taty, gdy szykowali wspólnie kolację. – Tak, ciekawe, może to dzięki tej latarce, którą mu podarowałem. A może w końcu zrozumiał, że potwory nie istnieją. Gdy rodzice rozmawiali i zastanawiali się, skąd ta nagła zmiana, Piotruś siedział w swoim pokoju i przysłuchiwał się tej rozmowie. Tylko pod nosem uśmiechał się, rysując Setera. – To pies, tato, to Seter. Powiedział chłopiec wchodząc do kuchni. – Piękny – zareagował tata parząc na rysunek. A co to za pies? – No ten, który przegania potwory. To on sprawił, że już się nie boję ciemności.

Tata z mamą nie bardzo rozumieli, o czym mówi ich synek, ale uśmiechnęli się do siebie, ciesząc się, że koszmary minęły.

****************

– O Boże, Jurek, chodź tutaj szybko. Stanowczo ale cicho zawołała mama, gdy tylko zeszła na dół po schodach. – Musisz to zobaczyć.

Rodzice stali osłupieni, przecierali oczy i nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Ich Piotruś spał na kanapie w salonie przykryty kocem, a spod koca wystawały duże, beżowe łapy psa. Ich syn mocno go przytulał.

-Musiał zejść tutaj w nocy… – powiedział tata – pewnie już spaliśmy.

-Czyżby to ten Seter? – zapytała mama. Powiedziała to jednak trochę zbyt głośno, bo w tym momencie Piotruś otworzył oczy.

Tego dnia rodzice spóźnili się do pracy. Razem z Piotrusiem długo siedzieli w salonie i rozmawiali. Nie krzyczeli, raczej słuchali, jak zaczarowani, gdy Piotruś opowiadał im całą historię. Dopiero teraz zrozumieli, że ich synek jest bardzo dzielny i odważny. Mimo strachu, zszedł wtedy na dół do ciemnego salonu. To nie latarka a pies pomógł ich synkowi przezwyciężyć strach. To Seter przegonił wszystkie potwory, chociaż tak naprawdę sam bał się ciemności. A może to raczej Piotruś pokonał potwory, a Seter tylko mu pomógł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *